Tag: portret.org.pl

czwartek, Sierpień 5th, 2010

Recenzje – portret.org.pl – Czy ten rudy kot to pies?

autor: Iwona Stańczak

Irlandia w Wielkowie,

trup w ogródku i miłość w tle


Młodsze następczynie twórczości Katarzyny Grocholi wzięły pióra w dłonie i tworzą. Wniosek taki nasuwa się po przeczytaniu książki Olgi Rudnickiej „Czy ten rudy kot to pies”. Powieść jest pasmem absurdów, czemu daje początek sam tytuł, jest to bowiem niczego niedotyczący cytat z wypowiedzi jednej z bohaterek, Buni, starszej pani cierpiącej na Alzheimera, z trudem wyrażającej własne myśli. Fabuła nie porusza, nie ma w sobie nic ciekawego, jest to typowe „babskie czytadło” dotyczące życiowych przygód bohaterki Uli, a także świata i otoczenia, w którym ta się znajduje. Nieudany romans z szefem, nieudany wyjazd do Irlandii, przypadkowe zatrzymanie i mieszkanie z kompletnie obcą sobie dwójką facetów. W tle jak zwykle w takich książkach nierozwiązana zagadka z przeszłości, mroczna tajemnica z wątkiem kryminalnym i rodząca się miłość, ot tak z zaskoczenia. Scenariusz typowy dla tego typu literatury. Już sama okładka kojarzy się z tanim romansidłem dokładanym jako bonus do tygodników dla gospodyń domowych. Niespełna trzydziestoletnia Ulka wdaje się w romans z szefem. Związek ten okazuje się pomyłką, bohaterka traci pracę i, tak jak w większości tego typu książek, jest to punkt zwrotny w jej życiu. Postanawia udać się w długą podróż do Irlandii, by odpocząć czy raczej uciec od problemów. Wszystko jednak od początku idzie nie tak: współpasażerowie to ludzie w podeszłym wieku, na dworcu Ulce prawie ucieka autobus, traci bagaż, podróż przesypia, a jej ostatnim przystankiem, zamiast pięknej Irlandii, okazuje się wieś na końcu Polski. To nie koniec przygód. Na miejscu młoda dziewczyna zostaje zatrzymana przez policjanta Mariusza, który bierze ją za oszustkę poszukiwaną listem gończym i zatrzymuje w areszcie.. Nie są to przygody typowej trzydziestolatki. Jakby tego było mało, po wyjaśnieniu sprawy domniemanych oszustw, Ula zatrzymuje się u wspomnianego policjanta i jego brata-Sławka, poznaje są sąsiadkę braci, Stenię, i jej babcię, mającą kłopoty z pamięcią kobietę, która wciąż bierze Ulę za kogoś, kim nie jest. W miarę rozwoju przyjaźni, wspólnego mieszkania, wychodzi na jaw sprawa zniknięcia przed laty brzemiennej ciotki Mariusza i Sławka, rzekomo zakopanej przez ich ojca w ogródku. Ula jak przystało na bohaterkę tego typu powieści postanawia za wszelką cenę rozwikłać zagadkę. Do pomocy zaprasza Przemka, prywatnego detektywa, który prowadzi sprawę odnalezienia rodziców przyszłej bratowej Uli, Beaty, Nieoczekiwanie okazuje się, ze te dwie sprawy mają ze sobą wiele wspólnego, bowiem zaginiona matka Beaty i domniemana denatka zakopana w ogródku to ta sama osoba, a Sławek i Mariusz są kuzynami Beaty. Powieść jest kontynuacją pierwszej książki Olgi Rudnickiej „Martwe Jezioro” poświęconej w całości losom wspomnianej wcześniej Beaty. Przyznaję jednak, że po przeczytaniu tej książki nie czuję niedosytu z powodu nieznajomości treści „Martwego Jeziora”. Historia Uli stanowi odrębną rzeczywistość, w którą losy Beaty są delikatnie wplecione. Jak wspomniałam we wstępie nie można się oprzeć wrażeniu, że Rudnicka powiela schemat prozy, przeżywającej w ostatnich latach swój triumf. Nie nazwałabym tej książki ani ciekawym kryminałem, ani płomiennym romansem. Jak możemy dowiedzieć się z okładki, literackim mistrzem Rudnickiej jest m.in. Stephen King, autorce na razie bardzo daleko, co oczywiste, do takiej sławy, ale i do takiego kunsztu. Podsumowując: choć książkę czyta się szybko i lekko, to jednak nie zachwyca niczym szczególnym. Mnie nie urzekła, nie wróciłabym do niej i nie sięgnęłabym też po poprzednią publikacje Rudnickiej, po przeczytaniu „Czy ten rudy kot to pies” potrafię doskonale wyobrazić sobie, na co natknęłabym się w trakcie lektury „Martwego Jeziora”.
Olga Rudnicka,
Czy ten rudy kot to pies,
Wyd. Prószyński i S-ka,
Warszawa 2009.

Tags: ,

czwartek, Sierpień 5th, 2010

Recenzje – portret.org.pl – Martwe Jezioro

autor: Justyna Pawlak

Więcej niż kryminał

„Martwe Jezioro” to debiutancka powieść młodej, bo zaledwie dwudziestoletniej studentki pedagogiki, Olgi Rudnickiej. Książka jest pełnym humoru kryminałem o delikatnym zabarwieniu romantycznym. Mimo, iż jest to lektura wciągająca, pełna zaskakujących zwrotów akcji, trudno nie zauważyć drobnych niedociągnięć, za które winiłabym nie tylko autorkę, ale także jej wydawcę. Odstrasza już sama okładka – w moim przekonaniu tandetna, kojarząca się z amerykańskim romansidłem, w dodatku tym z niższej półki. O wiele ciekawsze byłoby profesjonalnie wykonane zdjęcie tytułowego jeziora otoczonego lasem. Umieszczona na okładce blada twarz o zsiniałych ustach i nienaturalnie niebieskich oczach kojarzy mi się raczej z kimś zmarłym, niż z główną bohaterką, Beatą Rostowską. Również język, którym posługuje się autorka, nie jest najwyższych lotów. Opisy postaci, wnętrz, czy przyrody rażą prostotą, brakiem finezji i według mnie świadczą albo o braku wyobraźni Rudnickiej, albo o jej pobłażliwym podejściu do tych, moim zdaniem niezwykle ważnych, fragmentów książki. Nie jest to jednak na tyle poważne przewinienie, aby nie można go było wybaczyć debiutującej pisarce. Pomimo drobnych niedociągnięć „Martwe Jezioro” jest lekturą wartą polecenia. Jej największy atut to bez wątpienia wątek kryminalny. Książka nie tylko trzyma w napięciu do ostatniej kartki, ale też zaskakuje ilością coraz to nowych przeszkód, z którymi musi się zmierzyć główna bohaterka. Beata Rostowska – bo tak się nazywa bohaterka – to młoda, niezwykle zaradna specjalistka do spraw finansów. Zdawałoby się: typowa kobieta sukcesu – atrakcyjna, dobrze zarabiająca singielka. Do szczęścia brakuje jej tylko kochającego mężczyzny i – co stanowi największy problem – lepszych relacji z rodzicami i młodszą siostrą Anną. Właściwie Beata chciałaby, żeby te relacje w ogóle istniały. Od kilku lat bowiem nie ma kontaktu z najbliższymi, którzy wraz z jej pójściem na studia przestali się nią interesować. Właściwie, to została przez nich odepchnięta już jako dziecko. Niekochana, niezrozumiana i wciąż traktowana jak ta gorsza, nie była w stanie nie tylko związać się z rodziną, ale nawet się z nią porozumieć. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że siostra przespała się z jej chłopakiem, a rodzice – gdy tylko osiągnęła pełnoletniość – wyrzucili ją z domu pod pretekstem nabrania samodzielności. Całe szczęście, że na jednej z imprez studenckich Beata poznała Ulę Nowacką, z którą szybko się zaprzyjaźniła i której rodzice natychmiast uznali ją za pełnoprawnego członka rodziny. Bliska więź łącząca bohaterkę ze swoją współlokatorką i jej najbliższymi oraz wsparcie, jakie od nich uzyskała, sprawiły, że samotnej, pozbawionej rodzinnego ciepła dziewczynie o wiele łatwiej było odnaleźć się w trudnej rzeczywistości wielkiego miasta. Względny spokój burzy jednak przypadkowe badanie grupy krwi, zgodnie z którym człowiek, całe życie uważany przez Beatę za ojca, okazuje się obcym jej człowiekiem. Wynajęcie prywatnego detektywa, Przemka Macierzaka, zamiast rozwiać wszelkie wątpliwości o ewentualnej zdradzie małżeńskiej, tylko je mnoży. Okazuje się bowiem, że istnieje wydany blisko trzydzieści lat temu akt zgonu głównej bohaterki. Odkrycie i ujawnienie rodzinnej tajemnicy dodatkowo komplikuje nieudolna stażystka Beaty, protegowana jej szefa, Kinga, oraz zbyt nachalne zdaniem bohaterki zaloty brata Uli, Jacka. Dziwne wydaje się też nieoczekiwane zaproszenie na ślub przysłane przez znienawidzoną siostrę. Beacie nie pozostaje więc nic innego jak udać się na „rodzinną” uroczystość i na miejscu poznać nie tylko prawdę o najbliższych, ale też przyczynę zaskakującego odnowienia przez nich kontaktów z „córką marnotrawną”, za którą przez całe życie była uważana. Jednak dziewczyna nie jedzie w rodzinne strony sama. Jako osobę towarzyszącą zabiera… Jacka Nowackiego, początkowo uważanego za nietaktownego kobieciarza, który w dodatku będąc bratem najlepszej przyjaciółki jest z góry skreślony jako kandydat na ewentualnego chłopaka. Ich wspólny pobyt w pięknym, aczkolwiek pozbawionym rodzinnego ciepła domu pokazuje, jak wielką krzywdę rodzice wyrządzili przed laty własnemu dziecku. Państwo Rostowscy – zamożni, wykształceni i powszechnie szanowani ludzie, z góry przyjęli, że ich starsza córka jest zła, krnąbrna, leniwa, a w dodatku nie liczy się z ich opinią i nie szanuje młodszej siostry. Ważniejsze jest dla nich uznanie znajomych, koneksje, pieniądze oraz obowiązujące konwenanse, niż szczęście własnego dziecka. Odrzucenie dziewczyny przez rodziców i oziębłość Rostowskich, również wobec jej znajomego sprawiają, że młodzi zbliżają się do siebie. Niestety, w najmniej oczekiwanym momencie na horyzoncie pojawia się detektyw Macierzak, który również zaczyna zabiegać o względy swojej klientki. Opisując dwóch młodych, przystojnych i inteligentnych mężczyzn, walczących o tę samą kobietę autorka wprowadza do książki elementy romansu i humoru. Zarówno Przemek, jak i Jacek, nie ukrywają swoich uczuć do Beaty i nie zamierzają łatwo z niej zrezygnować. Rodzi to wiele zabawnych sytuacji. Mnie najbardziej utkwiła w pamięci ta, podczas której bohaterowie zaczynają się sprzeczać w kościele, wzbudzając ogólne zainteresowanie zebranych gości. Mogę tylko żałować, że rywalizacja obu mężczyzn o Beatę, a także rodzące się miedzy nią a jednym z adoratorów uczucie, nie zostały potraktowane przez Rudnicką nieco poważniej. Rozbudowanie obu wątków nie tylko podkreśliłoby wszechstronność autorki, ale też nadałoby utworowi weselszy charakter. Jak stwierdził Samuel Johnson: „Książka powinna uczyć nas, jak cieszyć się życiem, lub jak je znosić”. „Martwe Jezioro” Olgi Rudnickiej z pewnością jest taką pozycją. Książka to nie tylko ciekawy kryminał, ale też zaskakująco mądra powieść obyczajowa. Autorka – mimo, że dopiero rozpoczyna swoją literacką przygodę – nie bała się opisać niezwykle trudnego tematu, jakim jest odrzucenie dziecka przez cynicznych, skupionych tylko na zarabianiu pieniędzy rodziców. „Martwe jezioro” nie tylko ukazuje dramat młodej, pozostawionej samej sobie dziewczyny, która nigdy nie zaznała rodzicielskiej miłości, ale też jest świetnym dowodem na to, że dzięki własnemu uporowi i ciężkiej pracy, a także wsparciu przyjaciół, można pokonać najgorsze nawet problemy. Podsumowując: książka, która nie nudzi, ale też nie powala na kolana. Przyjemny, pasjonujący kryminał z elementami romansu, komedii i powieści obyczajowej. Szkoda tylko, że nieco niedopracowany jeśli chodzi o warstwę językową. Mimo to pozycja warta polecenia i jak na debiut literacki – zaskakująco dojrzała.
Olga Rudnicka,
Martwe Jezioro,
Wyd. Prószyński i S-ka,
Warszawa 2008.

Tags: ,

Powered by WordPress

Blossom Theme by RoseCityGardens.com