I znów nie mam tytułu

Tak panikowałam z powodu pierwszego egzaminu a za dwa tygodnie mam od razu trzy. Panika znikła. Ręce mi opadły. Już nie mam siły się denerwować. Wkuwam ile do tej małej główki wejdzie. Najlepsze jest to, że jak mówię dziewczynom, że nie mam czasu, bo się uczę, dziwnie na mnie patrzą. Chyba nikt mi nie wierzy, a szkoda. Bo pierwszy raz w życiu naprawdę wzięłam się za siebie i uczę się cały czas. Solidnie.

Wyniki z diagnostyki mam 31 stycznia, teraz wkuwam do metodologii, psychopatologii i psychiatrii. O ile dwa ostatnie przedmioty są fajne i dobrze się ich uczy, to ten pierwszy…. No cóż, też trzeba go zdać. Najlepiej w pierwszym podejściu, bo nie mam czasu na poprawki.

W sobotę po powrocie z uczelni położyłam się na godzinę. Wstałam przed północą, rozłożyłam łóżko i poszłam z powrotem spać. Zmęczenie materiału. Ot co. W niedzielę byliśmy na rajdzie. Było absolutnie niepowtarzalnie, wspaniale i nadal jestem zachwycona, choć już minął dzień. A teraz kolejny tydzień pracy, nauki, pisania i tak właściwie to nie mam o czym pisać. Nie mam nawet czasu na czytanie, choć kolekcja Lackberg na półce kusi, oj kusi. Ale priorytety muszą być, więc muszą na swoją kolej poczekać.

Zauważyłam u siebie kolejną manierę, która jak zwykle jest zupełnie nonsensowna, ale podobno zabawna. Jak wiecie, cierpliwość nie jest moją  mocną stroną i muszę mieć wszystko zaraz, teraz, natychmiast. Mam tak samo z telefonami. Strasznie mnie denerwuje jak mam coś do załatwienia, powiedzenia, zapytania, a tu ktoś nie odbiera. No ja wiem, że może nie może. Nie dopuszczam do siebie myśli, że nie chce J No i dzwonię i dzwonię, bo w moim odczuciu sprawa jest pilna. A tu nic. W stanie podenerwowania, który mi zwykle towarzyszy, wysyłam sms-a z wykrzyknikami. No głupie to jest jak … nie wiem co. Przecież sygnał wiadomości wcale nie będzie głośniejszy. Ale przynajmniej emocje ze mnie zejdą jak kilka wykrzykników dołożę.

Z tymi emocjami to jest tak, że muszą się gdzieś podziać. Jak mi ubezpieczyciel źle składkę naliczył… Teraz głową kręcę z niesmakiem i ubolewaniem. Nadal. Jak zobaczyłam kwotę do zapłaty to była pięciokrotnie wyższa niż należna. Oczywiście kwotę zakwestionowałam i to od razu. Tyle tylko, że ja sobie, a oni sobie. Nie wiem czy oni połączenia między działami nie mają? Dokumentów nie czytają? No to jak w Wigilię dostałam wezwanie do zapłaty, bo jak nie zapłacę to firma windykacyjna, to mnie nieźle poniosło. Wypisałam elaborat na osiem stron co to ja sobie myślę na ich temat, z żądaniem weryfikacji składki, żądaniem przeprosin na piśmie i ewentualną zgodą na przyjęcie ich w formie telefonicznej pod warunkiem, że sprawa zostanie załatwiona należycie i bezzwłocznie. Nawet podałam im mój numer telefonu, żeby wiedzieli, gdzie mają zadzwonić z przeprosinami. Tak przy okazji połowa pisma to był ich własny regulamin o poszanowaniu klienta i tego typu bzdurach…

Pismo wysłałam do ich dyrektora, wszystkich członków zarządu oraz kilku innych osób, które zajmowały wysokie stanowiska z nastawieniem, że ktoś to w końcu przeczyta i nastawiłam się na to, że sprawa skończy się w sądzie. Ku mojemu zdumieniu po tygodniu otrzymałam przeprosiny telefoniczne, przeprosiny pisemne i prawidłowo naliczoną składkę. I co? Nie można było wcześniej? A męczyłam się z nimi od września do stycznia. Jak sobie pomyślę, że mogłabym mieć jakąś stłuczkę i jeszcze o odszkodowanie się użerać… Brrrrrrrrrrrrrrrrr… W marcu idę sobie gdzie indziej.

4 komentarzy do I znów nie mam tytułu

  1. Wicca pisze:

    Rozumiem Olgo, że zapoznałaś się już z twórczością Pani Lackberg. Czy warto sięgnąć po jej książki? Szczerze powiedziawszy ( a raczej napisawszy ) obejrzalam 2 filmy na podstawie jej książek i nie były zbytnio ciekawe….pozdrawiam

    Ps. egzaminami się nie stresuj, ja też przez to przeszłam, kułam, stresowałam się i zdawałam. A moje studia to był hardcore w czystej postaci, aż sie sama sobie dziwię, że miałam tyle determinacji i dałam radę….

  2. Ania pisze:

    My studenci wiemy doskonale co czujesz. W najbliższy weekend 3 egzaminy. W tym jeden z metodologii więc nie jesteś sama ;) A do tego pies na dwór chce wyjść. Dziecko do przedszkola trzeba zaprowadzić, drugie dziecko napoić i odstawić do sąsiadki. Za chwilę je odebrać po to, żeby mogło mnie trochę powkurzać :) no i oczywiście musi być w centrum uwagi, jeszcze obiad by się przydało ugotować i dziecko spać położyć a za chwilę drugie z przedszkola odebrać, pobawić się a jakże no i jeszcze milion innych spraw, na końcu których czasami zostanie trochę czasu na naukę. A czasami niestety padam wyczerpana i wcale nie mam wyrzutów sumienia, że czasami mogę egzaminu nie zaliczyć… Tak to już w życiu bywa. Dobrze, że do pracy nie chodzę, bo wyglądałabym jak zombie ;)
    Tak więc nie myśl, że jest źle, inni zapewne mają gorzej ;)

  3. Olga pisze:

    No to mnie pocieszyłaś :-) Dzieci zostawiam sobie na „potem” więc przynajmniej jedno z głowy ;-)

  4. Olga pisze:

    Filmu nie widziałam, ale książki są tak wciągające, że nie sposób się oderwać. Może problem z filmem polega na tym, że nie oddaje w pełni atmosfery stworzonej przez autorkę :-D

Zostaw komentarz

Pola 'Imię' oraz 'adres mailowy' są wymagane. Zapewniam Cię, że Twój mail nie zostanie opublikowany ani przekazany osobom trzecim.

Powered by WordPress

Blossom Theme by RoseCityGardens.com