Krótko, bo muszę się uczyć

21 stycznia mam pierwszy egzamin i zaczynam panikować. Nie zdarzyło mi się to od lat. Zastanawiam się nawet czy nie wziąć dnia wolnego, żeby sobie wszystko powtórzyć. Gdzie te czasy kiedy człowiek uczył się dwa dni przed egzaminem? Czytał książkę pod ławką podczas wykładu? Wkuwam jak kujon pierwszej wody, na zajęciach się udzielam i jest to aktywność pozytywna, a nie w stylu: – Kto tam znowu gada? I notuję, notuję, notuję. Człowiek do pewnych rzeczy musi po prostu dorosnąć i tyle.

Rzecz jasna nie jestem tak spanikowana, żeby na konie nie jechać. Nic z tych rzeczy. Gdzieś te nerwy muszą się podziać. Lepiej, żeby wylądowały pod końskimi kopytami niż zamieniły się w pustoszenie lodówki. Obawiam się, że należę do osób, które nerwy zajadają. Najlepiej czymś słodkim. Powoli zaczynam się z siebie śmiać. Jeszcze dwa lata temu też się bałam egzaminu, ale jakoś mnie to nie zmotywowało do wcześniejszej nauki. Zawsze wszystko na ostatnią chwilę, ale jakoś bez poprawek się obywało. Chyba poza jednym kolokwium na pierwszym roku nie trafiła mi się żadna poprawka. Teraz też się boję, a zmiana polega na tym, że wreszcie się uczę jak człowiek. Dla odmiany zależy mi nie tylko na zdaniu, ale i na ocenie. Podmienił mnie kto czy co? Niemal jak nie ja.

Niby powtarzam sobie, że najważniejsze to zdać. Kiedy jednak wczoraj, w ramach pocieszenia, ktoś powiedział, że jak nie zdam za pierwszym razem, to jeszcze są poprawki, strasznie się oburzyłam. Jaka poprawka? – zapytałam. Nawet nie myślę o poprawce! Jak się zdarzy to trudno. Przecież się nie rozpłaczę. Niemniej jednak daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że to wystarczy.

W niedzielę mamy rajd, który ostatnio się nie odbył z powodu warunków pogodowych. Mam nadzieję, że tym razem nic nam nie przeszkodzi. Konia zaklepałam sobie już miesiąc temu. A tu trzy krosty mi wyszły! Na ręce! W normalnych warunkach bym się nie przejęła, ale na ostatnich zajęciach, dwa tygodnie temu, koleżanka wspominała, że w szkole jej dzieci ospa się przyplątała i jej pociechy też dopadła. Na szczęście już swoje odchorowałam cztery lata temu i miałam nadzieję, że jestem odporna. Okres wylęgania ospy to 2-3 tygodnie i akurat w tym czasie krosty! No to ręce mi się załamały. Ospa nie ospa na rajd jadę! Siadam do neta i szukam wszystkich informacji w nadziei, że to może coś innego. Przeczytałam co się dało na temat czerwonych krost. Różyczka, odra, ospa, trądzik różowaty, rumień, do trądu nawet doszłam. Z dobrych wiadomości, cokolwiek to było, znikło. Pewnie zwykła wysypka i sama zeszła. Tylko jak sobie dodałam krosty plus chore na ospę dzieci koleżanki to wyszło mi… na szczęście nic :-D

3 komentarzy do Krótko, bo muszę się uczyć

  1. Daria pisze:

    hehe Ty i tak dużo schudłaś od czasów Natura Life :) Ślicznie wyglądasz powodzenia na egzaminach, pozdrawiam i zapraszam do mnie

  2. Piter pisze:

    Naprawdę panikujesz? Ja jestem przekonany, że wszystko będzie w najlepszym porządku. Życzę powodzenia w czasie zdawania egzaminów :-)

  3. Martka pisze:

    u mnie okres kwarantanny na ospę. a zaczęło się w święta. na pasterce siedziałam koło koleżanki której było bardzo zimno i łamało ją w kościach.Twierdziła, że to zwykłe przeziębienie. następnego dnia spotkałyśmy się znów przy świątecznym stole a drugiego dnia świąt rano otrzymałam wiadomość, że zarówno ona jak i jej córka Klaudia są zasypane krostami. no i właśnie mija okres kwarantanny a tu w sobotę wybrałam się do następnej koleżanki na pogaduchy. dziś rano napisała, że jedna z jej córek (też Klaudia) ma ospę. jak tu się nie załamać. muszę też dodać że przez tą chorobę mam zakaz odwiedzania jeszcze jednej koleżanki która ma 6 miesięcznego syna i boi się żebym jej ospy do domu nie przyniosła. A przede mną następne trzy tygodnie kwarantanny

Zostaw komentarz

Pola 'Imię' oraz 'adres mailowy' są wymagane. Zapewniam Cię, że Twój mail nie zostanie opublikowany ani przekazany osobom trzecim.

Powered by WordPress

Blossom Theme by RoseCityGardens.com