Wczoraj byłam na Śremskich Żyrafach. Kiedyś zostałam nominowana do nagrody, ale pokonał mnie Roman Bartkowiak. No tak, ale przegrać z naszym pływakiem do nie dyshonor, a zaszczyt znaleźć się w takim gronie. W tym roku maszerowałam jako gość. To, że tam dotarłam to niemal cud. Dostałam zaproszenie z miesiąc temu, położyłam na widoku, żeby nie zapomnieć potwierdzić przybycia, a że w tym czasie miałam remont, to z widoku znikło. Potem gdzieś się zapodziało. Znalazło przy ponownej przeprowadzce do pokoju, a że to jakoś przed świętami było, znów mi z głowy wyleciało. Kiedy w ubiegłym tygodniu otrzymałam telefon z Urzędu Miasta, żeby udzielić wywiadu dla Elle w sprawie promocji Śremu, przypomniało mi się, że miałam potwierdzić udział w gali.
Dalej szukać zaproszenia! Kiedy się w końcu znalazło okazało się, że termin na potwierdzanie już dawno minął. Ale nic to. Dzwonię z pytaniem czy jeszcze mogę potwierdzić moje przybycie czy też już mnie usunęli z listy gości. Na szczęście zaproszenie nadal było aktualne. Poinformowałam uprzejmie, że pojawię się tam w dwóch osobach, bo zaproszenie obejmowało też osobę towarzyszącą.
Za przygotowywanie się do stanu, w którym mogę się pokazać publicznie ludziom na oczy zabrałam się już wczoraj. Wiecie, żebym nie latała na ostatnią chwilę za rajstopami, jak to miało miejsce przed Sylwestrem. Zadzwoniłam do koleżanki, czy ładnie wyglądam w tej czarnej sukience i tym wiśniowym żakiecie. Poinformowała mnie, że z tego co widzi przez telefon to wyglądam znakomicie. Mimo sarkazmu, który przebijał z jej głosu, bo przecież mnie nie widziała, również byłam tego zdania. Żeby ktoś sobie nie pomyślał, że z głupimi pytaniami po ludziach wydzwaniam – choć czasami wydzwaniam, zaraz Wam o tym powiem – uprzejmie donoszę, że ta właśnie koleżanka była świadkiem kupowania przeze mnie owej sukienki i owego żakietu, zatem winna była to sobie odpowiednio zwizualizować.
Co do zadawania ludziom głupich pytań to z takich najgłupszych, choć dla mnie bardzo ważnych było pytanie, zadane mojemu znajomemu policjantowi. Zadzwoniłam do niego i zapytałam: – Czy jak kula zrykoszetuje od okna i trafi mnie w środek czoła to krew chlapnie na szybę? Odpowiedział z całkowitą powagą: – Musi chlapnąć. To akurat do „Natalii 5” było mi potrzebne, ale są spore plusy tego, że piszę. Znajomy z GL też mi ładnie anioła do krypty wyliczył rozmiarowo i składnikowo, żeby mi się figura na schody nie zwaliła. Uzmysłowiłam sobie, że żadne głupie pytanie nie będzie uznane za głupie. Każdy pomyśli, że do książki mi cos potrzebne jest i tyle. Przynajmniej nie muszę się bać, że chlapnę jęzorem i idiotkę z siebie zrobię.
No właśnie, i po takich przebojach dotarłam na galę. Z zachwytem obejrzałam pokaz akrobatyczny grupy Everest z Poznania. Pokręciłam się tu i ówdzie, poddałam się długotrwałej degustacji menu
i było po wszystkim
Gratuluję wszystkim nominowanym!
