Październik, 2011

poniedziałek, Październik 31st, 2011

Koci raj?

Na uczelni było fajnie, ciekawie i zawdzięczam to temu, że studiuję coś co mnie interesuje i z czym chciałabym związać swoją przyszłość. Nie martwcie się, nadal będę pisać. Na wystawę kotów dotarłam w sobotę. Nie wiem jak będzie ze zdjęciami, bo dopiero muszę je przejrzeć, ale z pewnością coś uda się wrzucić. Problem jest taki, że nie dość, że zwierzaczki były w klatkach, to jeszcze klatki były zafoliowane albo zafirankowane (żaluzji na szczęście nie widziałam), żeby kotów nie dotykać. Niepotrzebnie uprzedzałam, że będę na targach, bo niewątpliwie z mojego powodu koty zabezpieczono, żebym paluszków między pręcikami nie wciskała. Samego pokazu kotków też za dobrze nie widziałam, bo nie jestem ani kot ani właściciel, i za barierki mnie nie wpuścili. Continue reading Koci raj?

piątek, Październik 28th, 2011

Kilka zdarzeń z dnia codziennego

I znowu weekend pod znakiem uczelni. Na szczęście jutro kończę zajęcia na tyle wcześnie, że powinnam zdążyć na wystawę kotów. Już nie mogę się doczekać. Biorę aparat i fotografuję wszystko co ma pazury. Powinnam napisać, wszystko co ma futro, ale mam nadzieję zobaczyć koty bezwłose, więc minęłabym się z prawdą. Na rasach wprawdzie się nie znam, ale mi to nie przeszkadza. Może i ja się kiedyś skuszę na kota? Jednego już miałam. Przygarnęłam taką błąkającą się sierotkę, małe to takie było, że na ręce mi się mieściło. Trudno sobie wyobrazić, że sumienie pozwala ludziom takie maleństwo wyrzucić. Kilka tygodni Cicik wychowywał się pod moim dachem i czujnym okiem mojego psa, który przez te kilka tygodni był na mnie śmiertelnie obrażony za kota w domu. Kotka odchowałam, domek dla niego znalazłam a piesek mi tę zdradę w końcu wybaczył. I pomyśleć, że przed przygarnięciem Cicika nie znosiłam kotów! Nie wiem jak to było możliwe. Ale to chyba na tej samej zasadzie, gdy jako dziecko twierdziłam, że nie będę jadła pieczarek, bo ich nie lubię, a żadnej nie spróbowałam i nawet nie wiedziałam jak wyglądają. Pewnego dnia zjadłam je na obiad nie wiedząc, że to one i stało się. Lubię pieczarki. I lubię koty. Są absolutnie fascynujące, intrygujące i całkowicie nieprzewidywalne. Nie mówcie tylko tego mojemu psu. Continue reading Kilka zdarzeń z dnia codziennego

środa, Październik 26th, 2011

O bohaterskim psie i krwiożerczej sikorce

Mnie to się takie rzeczy przydarzają, że zaczynam powoli traktować wszelkie życiowe anomalie jako zupełnie zwyczajne i normalne. Miałam dzisiaj okienko w pracy, więc wróciłam do domu na obiad. Otwieram drzwi mieszkania, a tu moja Diunka wypadła biegiem na klatkę schodową i za nic nie chciała wrócić do środka. W ten sposób zachowuje się tylko wówczas, gdy zdarzy jej się wypadek i zwymiotuje. Strasznie się wstydzi i widać po psiej mordce jak jej przykro. Westchnęłam ciężko, bo ktoś tam musiał wejść i posprzątać, co by to nie było. Mimochodem tylko rzuciłam na nią okiem jak siedziała ze zwieszoną głową i zauważyłam, że całe futerko ma takie jakieś wilgotne. Trochę mnie to zdziwiło, bo prysznica mój pies – mimo swojej wrodzonej i nabytej przez ciągłe przebywanie ze mną inteligencji – samodzielnie obsługiwać nie potrafi. Kąpać to się lubi, ale wyłącznie w jeziorze, i tak jakoś wyglądała mi na bardziej przestraszoną niż zawstydzoną, więc cała sprawa wydała się przynajmniej dziwna. Continue reading O bohaterskim psie i krwiożerczej sikorce

wtorek, Październik 25th, 2011

Diagnoza – widzimisię

Znów jesteśmy wszyscy razem. A przynajmniej mam taką nadzieję. Ostatnie kilka dni były trudne, głównie dla mądrego człowieka, który usiłował naprawić to co zepsułam swoimi pomysłami. Continue reading Diagnoza – widzimisię

wtorek, Październik 25th, 2011

Blogowicze polecają

Kochani, w tym miejscu możecie polecać sobie książki, filmy, muzykę, informować o imprezach i wydarzeniach kulturalnych, dzielić się przepisami kulinarnymi, a także wszystkim na co Wam i mnie przyjdzie ochota. Continue reading Blogowicze polecają

Powered by WordPress

Blossom Theme by RoseCityGardens.com