Wczoraj byłam na Śremskich Żyrafach. Kiedyś zostałam nominowana do nagrody, ale pokonał mnie Roman Bartkowiak. No tak, ale przegrać z naszym pływakiem do nie dyshonor, a zaszczyt znaleźć się w takim gronie. W tym roku maszerowałam jako gość. To, że tam dotarłam to niemal cud. Dostałam zaproszenie z miesiąc temu, położyłam na widoku, żeby nie zapomnieć potwierdzić przybycia, a że w tym czasie miałam remont, to z widoku znikło. Potem gdzieś się zapodziało. Znalazło przy ponownej przeprowadzce do pokoju, a że to jakoś przed świętami było, znów mi z głowy wyleciało. Kiedy w ubiegłym tygodniu otrzymałam telefon z Urzędu Miasta, żeby udzielić wywiadu dla Elle w sprawie promocji Śremu, przypomniało mi się, że miałam potwierdzić udział w gali. Czytaj więcej: Śremskie Żyrafy